I musiało to kiedyś nastapić... wreszcie mamy mobilne dziecko!
Pierwszy raz reorganizowaliśmy dzisiaj nasze pomieszczenia pod względem bezpieczeństwa/dostępności przedmiotów. Jak się nie trudno domyśleć Maya dostała długo oczekiwany wizzybug i rozpoczęła poznawanie świata na swój sposób. Pomimo wypadających garnków z szafek kuchennych, przewracanych/taranowanych krzeseł i obiajnych mebli byliśmy dzisiaj bardzo szczęśliwi, widok dziecka, które wreszcie samo decyduje gdzie i kiedy się dostać jest nie do opisania i nie da się tego zapomnieć.
Tak dla wyjaśnienia obecności tej piłeczki tenisowej... na mayowym joysticku... to modyfikacja by TataMai.
Sam joystick był trochę nieporęczny, zwłaszcza dla początkującego użytkownika wózka elektrycznego z małymi dłońmi takimi jak Mai.
Tata na szybko wprowadził usprawnienie, nacięta piłka od tenisa (w garzażu takich piłek dużo, bezużytecznych bo Tata już od dawna nie gra) wypełniona pianką do montażu okien i starannie utwierdzona do joysticka. Efekt był taki, że Maya po 3 godzinach opanowała manewr zawracania w miejcu lub w miarę precyzyjnego mieszczenia się w drzwi (byliśmy przekonani, że przez najbliższe dwa tygodnie będziemy musieli dużo ćwiczyć w domu aby można było wyjść z Mayą na spacer a tu się okazuje, że w mgnieniu oka Maya opanowała umiejętność poruszania się na czterech kołach z wykorzystaniem joysticka).
środa, 9 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)






Wspaniała sprawa , trochę samodzielności,jakie szczęście ile radości i nareszcie coś się dzieje!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuń